Zamiast mówić jaki jesteś wspaniały, rób tak aby inni to widzieli, i czuli.
***
Sobota, 07:44.
Szósty dzień bez Leona, czas rozpocząć. Czy zapomnę o nim, codziennie rano budząc się i myśląc o tym, jak długo już nie jesteśmy razem? Nie, raczej nie.
Do końca, dobudza mnie dzwięk dzwonka, i pukania. Kto o tej porze do mnie przychodzi? O tym że tak wcześnie rano wstaje wie tylko Andres, no...teraz Gery, no i Violetta, oraz...Leon.
Wstaję, przechodzę przez salon, i patrzę przez wizjer. Andres.
- Po co tu przyszedłeś - pytam oschle, gdy otwieram drzwi.
- Przepraszam. Na prawdę nie chciałem, aby tak wyszło. Nie chciałem ci mówić o tym romansie bo wiem że pomimo tego że cie zranił, ty nadal go kochasz i chcesz z nim być. Byłaś z nim szczęśliwa, nie chciałem tego psuć. Nie ja - mówi, ze smutkiem w głosie, a zza pleców wyciąga moje ulubione czekoladki. Jeny, nawet Leon nie wiedział jakie lubie.
- Skąd wiedziałeś że je lubię? - pytam z uśmiechem, biorąc je od niego. Wpuszczam go. W końcu chciał dla mnie dobrze, a to że wyszło inaczej, i że ja to źle odebrałam to już nie jego wina. Na prawdę się do siebie zbliżyliśmy, i jest moim przyjacielem, nie chce się z nim kłócić.
- Jesteś moją przyjaciółką, Fran - stwierdza, zdrobniając moje imię. Przytulam go.
- Nie chce się z tobą kłócić, Andres. Po tym wszystkim zostaliście mi tylko ty i Gery. - mówię.
- Tak. Ja też nie chce się z tobą kłócić - oznajmia.
Postanawiamy spędzić ten dzień razem. Jak przyjaciele. Wiem że stara się abym nie myślałam o Leonie, ale to mu nie wychodzi. Wszystko mi o nim przypomina. Lody - nawet wie jakie lubię - na które zawsze zabierał mnie Leon, i wygłupy z nimi. No wszystko! Za dużo pięknego czasu z nim spędziłam, ale nie żałuję. To był najlepszy czas, w moim życiu.
- Hahaha Leon, przestań ludzie się na ciebie gapią! - mówię, gdy widzę co robi mój chłopak ze swoją porcją lodów.
- Co się patrzycie, nigdy loda nie widzieliście? - pyta roześmiany, kręcąc się w okół siebie. Ja nadal się śmieje. On przyciąga mnie do siebie, i całuje - Kocham cie Francesca - mówi po oderwaniu.
Na to wspomnienie, łza spływa mi po policzku. Byliśmy tacy szczęśliwy, ale on to musiał spieprzyć.
Andres gdy zauwarza łzy w moich oczach, a niektóre już na policzkach. Ściera je, i mnie przytula. Siadamy na ławce.
- O co chodzi, Fran? - pyta zmartwiony. Dobrze wiedzieć, że ktoś się o ciebie martwi.
- Przypomniał mi się jeden moment z Leonem. Wspaniały moment. Byliśmy razem tacy szczęśliwi. Ale...rozumiesz że on ani razu nie powiedział do mnie Fran! - stwierdzam, a on jeszcze bardziej mnie do siebie przytula.
- Nie to że nie lubię Violetty czy coś. Ale Leon to idiota zostawiając ciebie, dla niej. Jesteś na prawdę piękną, i miłą kobietą. Nie wierze że on mógł, tak okropnie cię potraktować. Leon to...dupek - rzuca. Dziwi mnie to. Nazwał Leona dupkiem. A gdy zapoznałam wszystkich z Leonem, to on najbardziej się z nim zaprzyjaźnił, no i Violetta.
***
Jest już 16, Andres musiał iść do domu pomóc swojej mamie. Z nim na prawdę fajnie się bawie, i wszystko by było pięknie, gdyby wszystko co robi nie przypominałoby mi Leona.
Słyszę dzwonek do drzwi, z myślą że to Gery, lub znów Andres podchodzę do drzwi. Nie wie dla czego odruchowo otwieram je, nie patrząc kto to.
W drzwiach stoi, Violetta.
- Ugh, co ty tutaj robisz? - pytam oschle, i wściekle. I ona ma jeszcze czelność tutaj przychodzić? Idiotka.
- Ja...Francesca wybacz! Znamy się od dziecka, chcesz przekreślić naszą przyjaźń przez Leona? - pyta, jest bardzo bliska płaczu. Żal mi jej. Wkurzam się. Nie na nią na siebie. Za to że mam taki charakter, i że jest mi jej żal - bo taka już jestem.
- Słuchaj, odebrałaś mi miłość mojego życia, i jesteś z nim w ciąży, i ja mam ci wybaczyć? Nigdy - mówię. Łzy ciekną mi po policzkach.
- Francesca...nie moja wina że się zakochałam. Serce nie sługa - oznajmia, również już płacząc. Jest mi jej cholernie szkoda. Kurwa! Ten mój pieprzony charakter. Przespałam się z jakimiś obcymi facetami, i nawrzeszczałam na Andresa za to że chciał dobrze. A teraz żal mi jest dziewczyny, która również mnie cholernie zraniła. Nawet bardziej niż Leon.
- Tak, wiem. Ale...Violetto zrozum mnie, nie łatwo jest mi się z tą całą sytuacją - mówię.
- Kocham go bardziej niż ty - mówi niemal szpetem, i wychodzi. Ja zamykam drzwi, i zsuwam się po nich, i zaczynam jeszcze bardziej płakać. Znów słyszę dzwonek do drzwi. Znów nie patrzę kto to, tylko otwieram. Gery. Od razu ją przytulam.
- Co się stało? Minęłam się w, windzie z Castillo - pyta, a ja jej wszystko opowiadam. Cieszę się że mam komu się wygadać, i wypłakać. Kiedyś miałam od tego Leona i Violette, teraz mam Andresa i Gery...chociaż oni nigdy mi ich nie zastąpią. Nigdy.
/•••/•••/
Hejo!
No i mamy dwójeczkę!
Jak wam się podoba? Bo mnie osobiście, nie za bardzo.
Ale, bardziej zależy mi na waszej opini ;3
Jak wam minęły wakacje? Bo mnie wręcz idealnie!.
Tylko te upały...!
Ugh :c
Jak widzicie Andes i Francesca zbliżyli się do siebie, ale ona cały czas myśli o Leonie.
Wizyta Violetty - zaliczona.
Pojawiła się wreszcie, i chciała się pogodzić.
Jak myślicie, czy ta przyjaźń przetrwa?
Czy może raczej nie?
Tego dowiecie się w późniejszych rozdziałach.
Rozdział 3 jakoś 2-6 września ;3
Pozdrawiam cieplutko, wszystkich moich czytelników ;3
~ Niki
